O autorze
Bartłomiej Ciążyński.
radca prawny, prowadzi Kancelarie Prawną we Wrocławiu. Prezes Fundacji Inicjatywa Kapitału Społecznego. Trochę publicysta ("Rzeczpospolita", "Przegląd", "Dziennik Gazeta Prawna", krytykapolityczna.pl, liberte.pl). Lewak. Leming. Słoik z Kłodzka we Wrocławiu. Przewodniczący SLD we Wrocławiu #alwaysopenminded @BartekCiazynski b.ciazynski@wp.pl

Newton a sprawa polska

PiS rządzi jakby nie znał powszechnego prawa ciążenia. Czyli, że co ma spaść, to spadnie.

W rok po powołaniu rządu Beaty Szydło, Główny Urząd Statystyczny podał, że wzrost PKB wyniósł 2,5 procenta. To mało. Po pierwsze bowiem, żeby utrzymać zeszłoroczny 3,5-procentowy wzrost w czwartym kwartale musiałby wynieść przeszło 4 procent. Na to się nie zanosi. Po drugie, przy wzroście na tym poziomie rząd będzie musiał skorygować planowany budżet. W konsekwencji powyższego, może zabraknąć na wdrożone przez rząd programy społeczne (np. 500+). Po trzecie, zachodzi niebezpieczeństwo, że Polska przekroczy dopuszczalny przez Unię Europejską poziom długu, co może spowodować obcięciem funduszy unijnych, a w konsekwencji dalszym spowolnieniem.



Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? PiS zapewniał, że polska gospodarka będzie się pod ich rządami rozwijać szybciej m. in. dzięki większym wpływom do budżetu (uszczelnienie systemu podatkowego, podatek handlowy) oraz programom społecznym takim jak 500+. Jednakże zwiększone wydatki nie znalazły pokrycia w dodatkowych wpływach, bo podatek „sklepowy” okazał się niezgodny z prawem unijnym, a ściągalność podatków nie wzrosła. Przede wszystkim zaś mamy spadek w inwestycjach i mniejsze „przerobienie” środków z Unii Europejskiej. A od przeszło dekady, to środki z UE są głównym kołem zamachowym polskiej gospodarki. Na tym polu rząd PiS póki co zawodzi. Jeżeli rząd nie poprawi ściągalności (absorpcji) środków unijnych i nie przyspieszy tempa i wielkości inwestycji, to wzrost gospodarczy będzie ulegał dalszej degradacji. A dodatkowo – wobec prowadzonej przeciwko Polsce procedury kontroli praworządności – grozi nam wstrzymanie części środków z unijnego budżetu. Ponadto, nie bez znaczenia jest pogorszenie klimatu inwestycyjnego. Tajemnicą Poliszynela jest przecież, że kapitał jest mniej chętny do lokowania biznesów w kraju, w którym demokracja i praworządność są niestabilne. W konsekwencji obniżenia wzrostu gospodarczego nie będzie pieniędzy na ambitne programy społeczne, które w dalszej perspektywie mogłyby rzeczywiście przyczynić się do wzrostu. I koło się zamyka. Tak więc, bez pieniędzy z UE, nie może być mowy o stabilnym i przyzwoitym wzroście polskiej gospodarki. Jeżeli spadnie wpływ i zdolność wykorzystania funduszy unijnych, spadnie polska gospodarka. To jest obecnie fundamentalna prawidłowość polskiej ekonomii. Jak w fizyce – powszechne prawo ciążenia. Czyli, co ma spaść, to spadnie.
Trwa ładowanie komentarzy...